Maria Czubaszek i Agnieszka Maciąg, czy te Panie coś łączy ???

Zapewne wielu z Was to pytanie zwyczajnie zaskoczy, ale właśnie taka myśl wpadła mi dzisiaj do głowy. Refleksje zrodziły się oczywiście po lekturach i Agnieszki  Maciąg i Marii Czubaszek. Takie wakacyjne pozycje do czytania właśnie  sobie wybrałam :)

Przyznam się szczerze, ze niechętnie zabierałam się do książki Agnieszki. Pomyślałam, cóż ciekawego oprócz ładnych zdjęć można tam zobaczyć czy przeczytać. Jako, że to prezent od  Małgosi, zaryzykowałam. I choć język lektury tej, nie do końca mnie przekonuje, to jednak coś w Niej jest.

Coś mnie przyciąga do tej bardzo osobistej opowieści.

Ale co? Zapytacie :)

Hmm, Agnieszka jest prawdziwa, nikogo nie udaje. Po wielu sukcesach, które mogłaby spokojnie kontynuować na wielkich światowych wybiegach mody, posłuchała SIEBIE.

Piszę, zdrowo gotuję, dzieli się swoją  ogromną wiedzą. I  właśnie  tym, bardzo mnie do siebie przekonała. Odważyła się powiedzieć nie -  temu co było niewygodne, co mogłoby uczynić z Niej zupełnie innego człowieka.

Sama zaczynam zauważać, że pasjonują mnie ludzie po prostu prawdziwi, nie udający nikogo, nie podążający za trendami tego świata.

I tu….muszę wpleść osobę Marii Czubaszek. Akurat do jej lektury nie byłam uprzedzona. Uwielbiam Marię za poczucie humoru, teksty,  za niezwykłe riposty czy dystans do siebie.   Pomimo, że pojęcie zdrowego życia  było jej absolutnie obojętne to  ważne jest to, ze żyła po swojemu.

 Parówki, to jej główne danie. Zawsze i wszędzie i o każdej porze dnia. Tak jak i papierosy. Nie mogłam uwierzyć,  że można tak funkcjonować. Jednak można.

I nikomu, nic do tego.  Można pochylić się nad ludźmi, którzy nie dbając o siebie, wyrządzają sobie dużo krzywdy, ale nie można ich zmusić , żeby żyli według jakiś określonych i wymyślonych przez kogoś reguł.

Nigdy nie sprzeciwiła się swoim wyborom, swojej ogromnej miłości do zwierząt. Ludzi, którzy jej pomagali w kłopotliwych sytuacjach zawsze obdarowywała  pudełeczkiem czekoladek. Było mi jej żal, ze często pracowała za darmo.

Tak jak Agnieszkę, tak i Marię pokochałam za odwagę bycia sobą. Jedna zachwyciła mnie swoją troską i dbałością o siebie a druga dystansem do swojej osoby i dobrocią. Obydwie uwielbiam. Oczywiście, nie jest moim zamiarem stawianie ich na równi ze sobą, czy obok siebie. To niemożliwe.

A czy te Panie coś ze sobą łączy?  Przeczytajcie……i dajcie znać czy myślicie podobnie jak ja, a jeśli inaczej to przede wszystkim liczę nas Wasze listy :)

 

 

 

„Moje drzewko pomarańczowe”

O Meu Pé de Laranja Lima,czyli „Moje drzewko pomarańczowe” .

Ta niewielka książeczka, brazylijskiego autora - José Mauro de Vasconcelos, absolutnie mną wstrząsnęła. Oto historia chłopca - Zezé, którego rodzice nie radzą sobie z bardzo trudną sytuacją życiową. Problemy finansowe, brak stabilnej pracy i niewielkie zainteresowania swoim dzieckiem - to efekt frustracji jakie dotykają głównego bohatera. Niezwykle wrażliwy i szukający wsparcia chłopiec, staje się ofiarą wszystkich tych niełatwych sytuacji ludzi dorosłych. Oni nie potrafią znaleźć rozwiązania. Przemoc fizyczna jakiej doświadczył, złamała mnie. Płakałam, płakałam, płakałam. Miałam wrażenie, że już nie przebrnę przez kolejne strony ale pojawiła się nadzieja - mądra przyjaźń chłopca z dojrzałym człowiekiem, który dał mu ogromne wsparcie. Niestety, opowieść nie kończy się optymistycznie. Spróbujcie zmierzyć się z emocjami, które towarzyszą tej opowieści. Lektura trudna ale obowiązkowa dla każdego!

„Biegnąca z wilkami”

Clarissa Pinkola Estes i jej „Biegnąca z wilkami” - oczywiście, że wszystkiego Wam nie zdradzimy :). Koniecznie jednak zajrzyjcie do opowieści o sobie, swojej duszy, często skomplikowanej i jeszcze częściej zagubionej, zwyczajnie nienazwanej. To co nas ujęło…, to „Biegnąca z wilkami” …..zdeklasowała wiele naszych dotychczasowych opowieści. Jest wyjątkowa bo odnosi się do ważnych archetypów, bo baśnie i legendy na których byliśmy wychowani bądź których jeszcze nie znamy, mogą niezwykle trafnie określić człowieka. I jeśli zastanawiacie się nad sobą….nader często….może niepotrzebnie, może wręcz przeciwnie….zajrzyjcie do "Biegnącej..." i podejmijcie dyskusje, ze sobą, tu i teraz. Bo jak twierdzi autorka „Biegnącej z wilkami ” - „…najważniejsza rzecz to trzymać się i wciąż szukać, szukać twórczych dróg, szukać samotności, szukać czasu na bycie i działanie, szukać sensu istnienia; trzeba trwać, bo dzika natura daje obietnice, że po zimie zawsze nadchodzi wiosna.”